"Średniowiecze... wielkie oszustwo!", którym namieszano ludziom w głowach.
Na to, co opisuje tutaj Jacques Heers (przedmowa do książki "Średniowiecze... wielkie oszustwo!"), profesor Wolniewicz ukuł kiedyś znakomity termin: "słowotłuk". I tak średniowiecze stało się słowem, którym (między wieloma innymi) propagandziści, spece od inżynierii społecznej piorą mózgi podatnej na to części społeczeństwa. Jeśli ktoś używa słowa "średniowiecze" jako pejoratywnego określenia na coś, zwłaszcza w polityce (np. "oni chcą nas cofnąć do średniowiecza!"), to jest właśnie ofiarą prania mózgów.

Tym akcentem zacząłem lekturę znakomicie zapowiadającej się książki, którą przyniosło mi pod choinkę Dzieciątko. Kiedy się uporam z całą, nie omieszkam napisać recenzji! A poniżej fragment opisu:
Książka Jacquesa Heersa jest adresowana do wszystkich, którzy chcą spojrzeć na historię bez okularów nakładanych przez egocentrycznych iluzjonistów czy ideologicznych oszustów. Jest doskonałą odtrutką na różne odmiany, grasującej także u nas w trzeciej dekadzie XXI wieku, "historii ludowej". Dla jej autorów średniowiecze jest cause celebre wieków "wyzysku i cierpień pańszczyźnianego chłopa", a zarazem okresem pławienia się w luksusach, mniej lub bardziej okrutnych ekstrawagancji panów feudalnych.
Każdy, kto chce w sposób jak najbardziej merytoryczny polemizować z różnymi wersjami "historii ludowej", znajdzie w książce J. Heersa znakomitą pomoc.
Czyli młot na wszelkich Janickich, Twardochów i innych historycznych płaskoziemców od "turbochłopizmu" 🙂 Znakomicie

Takich spotkań jak poniżej miałem wiele:
