Zjednoczony front świń - "artystów" reżimowych

avatar
(Edited)

Nasz aktualny rząd, o którym mam jak najgorsze mniemanie, ostatnio zapowiedział wprowadzenie dopłat do składek na ZUS dla "artystów", czyli grupy 20-21 tys. osób, które jako "artystów" wskaże powołana przez rząd komisja. Czyli zwykli ludzie, których składki na ZUS są pobierane z ich wypłat (lub też muszą je bezpośrednio zapłacić jako przedsiębiorcy), będą za pomocą podatków sponsorować te składki "twórcom" wskazanym przez jakąś komisję. Jest to oburzające i słusznie skrytykował to rozwiązanie Sławomir Mentzen w poniższym wpisie:

image.png

Nawiązał tam też do znanej pychy i niepopartej głębszą myślą przemądrzałości sporej części światka artystycznego, zwłaszcza aktorów (pamiętamy wybryki pani Kurdej-Szatan czy durne wypowiedzi na tematy polityczne i społeczne Jandy, Olbrychskiego, Seweryna, Stuhra i wielu innych).

No i zaczęło się. Media głównego ścieku zaczęły podchwytywać liczne głosy oburzenia "artystów", czy raczej ich kwiki, bo argumentacji tam zwykle nie było za grosz. Taki np. Damięcki zaczął stękać z oburzeniem, że "Mentzen to osioł". Potem jednak zamieścił, krótki wpis, który generalnie, jak większość publikowanej polemiki z wypowiedzią Mentzena, opiera się na błędzie logicznym "chochoła", czyli fałszywemu przypisaniu intencji bycia przeciwnym sztuce, kiedy sprzeciw odnosił się tylko do przymusowego, państwowego transferu pieniędzy.

image.png

Co więcej, Damięcki podaje tutaj liczby totalnie wzięte z przysłowiowej "dupy". Podawane przez niego 5 mln zł po podzieleniu na 20 tys. osób i 12 miesięcy daje 20 zł 83 gr. Nie ma tak niskich składek na ZUS. Przedsiębiorcy płacą miesięcznie minimum 1926,76 zł (mogą dobrowolnie więcej, mogą też ewentualnie zrezygnować ze składki chorobowej, pozostałe są obowiązkowe), a od wynagrodzenia minimalnego odciągane w składkach co miesiąc jest łącznie 1893,87 zł (tylko w składkach, po stronie pracownika i pracodawcy, nie licząc funduszu pracy, FGŚP i podatku dochodowego). Rocznie to daje dla 20 tys. osób 462,5 lub 454,5 mln złotych, a nie 5 milionów. Projekt mówi o składkach takich jak na wynagrodzeniu minimalnym. Błąd na skalę dwóch rzędów wielkości.

Ale arcymistrzem manipulacji okazał się znany prawnik wspierający Koalicję Obywatelską, Marcin Matczak. Oto jego wpis:

manipulacje matczaka.jpg

Sam naliczyłem wcześniej u Matczaka 3 manipulacje erystyczne, a Gemini oprócz nich wskazało jeszcze 2 kolejne i całość poprawnie uargumentowało. Marcin Matczak jest wykształconym człowiekiem, zakładam, że nie jest zwykłym durniem, więc sądzę, że tekst tak mocno nasycony manipulacjami mógł napisać wyłącznie z pełną świadomością i złą wolą.

Oto analiza stworzona przy pomocy Gemini:

Wypowiedź Marcina Matczaka to klasyczny przykład tekstu, w którym wysoka kultura słowa i powoływanie się na autorytety służą zamaskowaniu głębokich błędów logicznych i celowych przekłamań. Autor nie podejmuje rzeczywistej polemiki z poglądami oponentów, lecz walczy z wykreowanym przez siebie obrazem.
Oto zestawienie i nazwanie wprost manipulacji erystycznych, do których uciekł się w tym krótkim wpisie:

  1. Błąd chochoła (Straw man) i fałszywa ekwiwalencja
    Matczak pisze: „Wolność badań naukowych i wolność twórcza są warunkami rozwoju cywilizacji. [...] podważanie ich sensu to już inny poziom rozmowy”.
    Na czym polega manipulacja: Autor zrównuje niechęć do finansowania ze środków publicznych (co wprost przyznaje chwilę wcześniej, wspominając wypowiedź Mentzena) z chęcią cenzurowania, zakazywania i podważaniem sensu istnienia sztuki czy nauki jako takich. Konfederacja w swojej wolnorynkowej narracji z reguły nie twierdzi, że sztuka nie ma sensu – twierdzi jedynie, że podatnik nie powinien być zmuszany do jej dotowania. Matczak tworzy „chochoła” (fałszywą, wyolbrzymioną tezę przeciwnika), a następnie z oburzeniem go obala. Zrównuje brak państwowej dotacji z brakiem wolności twórczej.
  2. Reductio ad Stalinum (Prawo Godwina w wersji sowieckiej) i odwrócenie pojęć
    Matczak stwierdza: „Oho, Konfederacja odkrywa socrealizm i idee rewolucji kulturalnej!” oraz „Język Konfederacji [...] to tradycja socrealizmu i rewolucji kulturalnej, nie wolnego rynku.”
    Na czym polega manipulacja: Jest to skrajne odwrócenie pojęć połączone z próbą zohydzenia oponenta (tzw. guilt by association). Socrealizm i rewolucja kulturalna charakteryzowały się tym, że to państwo całkowicie kontrolowało i finansowało sztukę, narzucając jej ramy i niszcząc tę niezależną. Postulat oddzielenia sztuki od państwowego finansowania i poddania jej weryfikacji rynkowej (dobrowolnym decyzjom odbiorców) jest dokładnym, wręcz skrajnym przeciwieństwem socrealizmu. Nazywanie wolnorynkowego podejścia „socrealizmem” to manipulacja obliczona na czyste emocje.
  3. Fałszywa dychotomia (Białe-czarne) i nadużycie autorytetu
    Autor przywołuje Johna Finnisa: „uznaje wiedzę i doświadczenie estetyczne za podstawowe dobra ludzkie [...] Ten, kto kwestionuje te wartości [...] redukuje człowieka do siły roboczej.”
    Na czym polega manipulacja: Matczak stawia odbiorcę przed fałszywym wyborem: albo popierasz obecny model państwowego finansowania („doceniasz sztukę i naukę”), albo kwestionujesz ich wartość i sprowadzasz człowieka wyłącznie do roli bezdusznej maszyny w fabryce („redukujesz do siły roboczej”). Ignoruje fakt, że można niezwykle cenić sztukę i doświadczenia estetyczne, kupować obrazy, chodzić do teatru, czytać poezję – i jednocześnie uważać, że aparat przymusu państwowego nie powinien redystrybuować na ten cel pieniędzy podatników. Użycie nazwiska znanego filozofa (Argumentum ad verecundiam) ma jedynie nadać temu intelektualnej wagi.
  4. Równia pochyła (Slippery slope) i zarządzanie strachem (Argumentum ad metum)
    Matczak straszy: „Historia pokazuje, że ruchy autorytarne niemal zawsze zaczynały od pytania: «A po co nam taka sztuka?» [...] Potem przychodziła odpowiedź: sztuka ma służyć narodowi, klasie, rewolucji albo państwu.”
    Na czym polega manipulacja: To klasyczna równia pochyła. Matczak sugeruje, że zadawanie pytań o celowość publicznych wydatków (co w demokracji powinno być standardem) to pierwszy krok do totalitaryzmu i zaprzęgania sztuki w służbę reżimowi. Paradoks polega na tym, że politycy chcący uciąć publiczne finansowanie sztuki odbierają państwu narzędzie wpływu. To właśnie utrzymywanie państwowych dotacji rodzi pokusę, by sztuka służyła „narodowi, klasie lub państwu” – bo ten, kto płaci, ten wymaga.
  5. Moralizatorstwo i fałszywa troska (Tone policing)
    Wpis kończy się zdaniem: „Zastanawiam się, czy nie dalibyśmy rady jako społeczeństwo doceniać [...] tych, którzy poznają, tworzą, odkrywają [...] Pewnie tak, ale celem niektórych polityków jest także w tym obszarze nas podzielić.”
    Na czym polega manipulacja: Po zastosowaniu serii ostrych, polaryzujących oskarżeń (przypisanie oponentom autorytaryzmu, socrealizmu i niszczenia kultury), Matczak przybiera ton zmartwionego mędrca ubolewającego nad podziałami. Jest to zabieg mający usadowić go na moralnym piedestale. Sugeruje, że oponenci zadają pytania o finanse nie z troski o budżet czy z pobudek ideowych (wolny rynek), ale ze złej woli – bo ich „celem jest nas podzielić” (Argumentum ad personam polegające na przypisaniu ukrytych, złych intencji).
    Podsumowując: Wypowiedź Marcina Matczaka nie jest merytoryczną obroną państwowych dotacji na kulturę i naukę. To zbiór erystycznych sztuczek, w których krytyka mechanizmu finansowania zostaje płynnie podmieniona na nienawiść do samej sztuki, a postulaty wolnorynkowe zostają, o ironio, nazwane powrotem do komunizmu.

No cóż - odpowiedzią na kilka słów prawdy może być tylko kwik, kłamstwo lub manipulacja...

A prawdziwym celem tej nowej regulacji jest dalsze zabezpieczanie lojalności środowiska artystyczno-medialnego powiązanego zwłaszcza z telewizją i państwowymi instytucjami dla ich jak największego zaangażowania w propagandę prorządową i antyprawicową.

OIG4.EEMlN.jfif



0
0
0.000
0 comments